W poprzednich odcinkach: mózg, którego używasz dzisiaj, zaczął tworzyć się w trzecim tygodniu Twojego życia płodowego. Jego najstarszą strukturą jest pień mózgu odpowiadający za śmierć i życie. Nieco wyżej i trochę pomiędzy znajduje się układ limbiczny, a w nim ciało migdałowate. Jego zadaniem jest natychmiastowa ocena zagrożenia i reakcja. Wszystko to rozgrywa się w Twojej podświadomości.
Opisałam już cztery strategie: Walcz! Uciekaj! Zamarznij! Udawaj martwego.
Dzisiaj zapoznam Cię z rozkazem piątym i ostatnim:
Tańcz!
Widzę, jak realizują go dzieci, które – w sytuacji zagrażającej emocjonalnie – zaczynają się wygłupiać, uwagę zwracać, śmiać.
Widzę u dorosłych, którzy – kiedy trudniej – opowiadają żarty, przestępują z nogi na nogę, robią miny.
Czemu tak?
Strażnik Migdał dawno dawno temu (nie pamiętasz, daruj) doświadczył, że zagrożenie da się czasem udobruchać, jeśli się to zrobi sposobem i w czas. Że przymilnością i zabawianiem można rozbroić bombę – i wtedy jest szansa, że nic się nikomu nie stanie. Że uśmiech, pomimo wewnętrznego napięcia, oszukać może w mroku czające się Zło i zabrać tym samym widmo przeklęcia.
Tańcz! Dzieje się wtedy, kiedy człowiek czuje się zakleszczony z czymś/kimś silniejszym od siebie. Walka i ucieczka są niemożliwe, zaś „zamarznij” i „udawaj martwego” nie mają sensu – bo i tak oznaczają unicestwienie. Jedyną szansą na przetrwanie jest próba wejścia w relację z Obiektem Zagrażającym i dostosowanie się do jego potrzeb, z jednoczesnym zaprzeczeniem własnych.
„Tańcz, jak Ci zagra” – tak sobie myślę, że to bardzo częsty sposób na przeżycie tu i teraz. Uśmiechaj się. Przyjmuj. Rób to, co każe – wtedy na tym wygrasz. Zapomnij o sobie. Przecież jest dobrze – gra muzyka zagłuszająca duszę. Jak się z tańca wybudzę – to się takim sobą uduszę. Tańcz, tańcz do upadłego – chocholi taniec z maskami, które w twarz już wrosły. Jak się dostosujesz – przeżyjesz. Nastrój się na mój nastrój – i wszystko będzie dobrze.
Jak rzecz – śpiewała Kasia Kowalska.
I ja mam wrażenie, że rozkaz TAŃCZ! powoduje stopniowe odczłowieczenie.
Aż zapomnisz, kim byłeś, kim byłaś – zanim za nim siebie poddałeś i pusty w środku się stałeś.
Rozkaz: TAŃCZ! jest tak bardzo wszechobecny w naszym świecie,
w każdej klasie, grupie, rodzinie – bez szukania, dzisiaj, zaraz, za chwilę – go znajdziecie.
Robić tak, by być lubianym. Być częścią. Bez szemrania wykonywać zadania.
Rób jak oni, bo inaczej umrzesz – oto od Strażnika Migdała treść ewolucyjnego przesłania.
Po czym poznasz?
Bo nad wyraz grzeczne.
Bo zamiast płakać – się uśmiecha.
Bo zamiast smutku – chichot zaczepny, buńczuczny nawet czasem.
Bo twarz napięta i uśmiechnięta – jakby z plastiku. Mało mimiki lub przesadna, szeroka.
Radość okazuje, choć jej nic a nic nie czuje. Jakby ponad miarę wyrażoną. Jakby dziwnie wielką.
Chętna do wszystkiego, zgodny na każdy plan. Ton dostosowany do silniejszego.
Nastrój taki, jak wypada mieć. Poglądy też, choć inna chęć.
Opiekuje się nad innymi, poświęca. Choć ciężko – nie pojawia się udręka.
Konflikty? – no skąd, absolutnie. Odwraca uwagę, sprawnie przełykając każdą zniewagę.
U kogo?
U tego, kto dostawał ważność pod warunkiem uległości. Kto się nauczył, że bliskość wymaga bezgranicznego dostosowania, utraty siebie, fuzji. Kto doświadczył przemocy emocjonalnej w miłości iluzji.
Shelley E. Taylor wnioskuje, że częściej tańczą kobiety – taki Natury plan, realizowany przez wieki. Że odpowiedzialność za dzieci nie pozwalała na „uciekaj” i „udawaj martwego”, a „walcz”, ze względu na nierówność sił, była w ostateczności nieopłacalna. Dlatego kobiety częściej wybierały drogę dostosowania się do mężczyzny – czyli zapewnienia bezpieczeństwa dzieciom i poszukiwania wsparcia w grupie. Stąd dzisiaj bierze się – a ja to widzę i temu wierzę – przekaz kulturowy, by kobiety:
– na mężów do siebie wzajem psioczyły,
– ich oszukiwały,
– i niby w zgodzie żyły.
Ech – nie na ten list to rozwijać, bo temat duży. Tutaj tylko tyle powiem: w takim układzie świat do góry nogami, a rodzina w nieładzie.
Już jesteśmy o całe wieki dalej – płeć to człowiek. Buduj – w szale myśl, a nie szalej.
Bo często ofiara, która jeszcze chwilę temu – by żyć – się przymilała,
teraz głowę w górę podniosła
i sama katem się stała.
Jak zaczniesz tańczyć – tańczyć nie przestaniesz.
Dopóki kroki te same stawiasz w parze – nic nowego się nie zdarzy.
Wiem – bo od 20 lat specjalizuję się w tych klasycznych tańcach.
I zmieniam style na free.
Czujesz?
Co zatem robić?
Jeśli spotkasz tańczącego –
po prostu sobą bądź. To wystarczy.
Oddzielnie może być dobrze – niech zobaczy.
I sam poszuka – jak i dlaczego.
Idźmy.
Anna Malec
