Zanim rozpocznę, zapytam:
czy jesteś nosicielem?
———
Dzisiaj piszę do Ciebie z Jeleśni, tej w Beskidzie Żywieckim, w województwie śląskim. Ósmy dzień kolonii relacyjnych z Anną Malec AD 2025 trwa w najlepsze. 25 dzieci. 25 historii. 25 wewnętrznych światów. Główna atrakcja: dobra relacja. Odkrywamy Piąty Biegun – miejsce, którego nie ma na mapie, a jednak istnieje. Gdzie? To taki mały punkt na trasie pomiędzy sercem a rozumem. Jednak ciiiii… ludzie nie lubią o nim mówić.
———
Mam w sobie kolonijny, sobotni dzień mocno w przeżyciu także z jednego powodu: spotkaliśmy Niemiłą Panią. I samo w sobie spotykanie niemiłych ludzi jest częścią życia i doświadczeniem różnorodności – może uczyć, może wyzwalać tak potrzebną złość, może inspirować do zmiany siebie, może też robić nic – ot, człowiek, któremu trudniej.
Jednak Niemiła Pani z soboty pozostawiła w mojej pamięci ślad. Czemu? Co takiego się stało? Trochę czasu mi zajęło, aby to pojąć i w sobie odnaleźć. Niemiła Pani bowiem obdarzyła mnie (tak, obdarzyła) swoją pogardą. Podjęła próbę, by wejść w przestrzenie mojego lęku. No i najważniejsze – dotknęła jadem słowa swego mojego kolonijnego dziecka.
Nie mam na to zgody.
To nie jest kwestia uczuć.
To kwestia organiczna, dotyczy istnienia dobra i zła.
I niemiłości.
A było to tak:
Sobotnia wycieczka do Sopotni Wielkiej (oglądaliśmy największy wodospad w Beskidach i przeszliśmy kawałek szlaku na Rysiankę). Sielsko. Przystawaliśmy. Śpiewaliśmy piosenki z naszego śpiewnika (Za górami, za lasami, za dolinami, żyli byli trzej krasnale nie górale…, Hej bystra woda, bystra wodzicka…, Gdzie strumyk płynie z wolna… – słyszysz nas?). Spóźnieni wbiegliśmy na obiad. Zjedliśmy i… na chwilkę do sklepu.
Zasady: każdy może kupić maksymalnie jedną rzecz do jedzenia, jedną do picia i jedną ani do jedzenia ani do picia. Dzieci wybierają same, jeśli potrzebują pomocy wychowawcy, to go szukają “na sklepie” (dwóch w środku, a sklep mały, delikatesy). Po skończonych zakupach wychodzą ze sklepu, a przy drzwiach czekam ja (i dwoje pozostałych wychowawców). Po czym poznać, gdzie jest zbiórka, gdyby się ktoś “zakręcił”? Wystarczy się wsłuchać i iść za głosem z… żółtego głośnika, bo tam playlista hitów wszechczasów Pani Ani. Jasne?
Siedzę sobie zatem na murku (krok od wejścia do sklepu), z dziećmi rozmawiam, coś tam się śmiejemy, luz. Ze sklepu wychodzi Kobieta. I mówi do swojego Towarzysza zerkając na mnie: siedzi, muzyki słucha, a dzieci w sklepie przeklinają. Spojrzałam: ciuch markowy, dopracowany makijaż, fryzura na sztywno. Myślę: ech kobieto. I śmieję się dalej, trochę z niej, że z Innego Świata niż ja, szczególnie dzisiaj.
Wraca. Rozzłoszczona. Podchodzi do mnie. Z góry patrzy wrogo. I mówi (mniej więcej, bo sens tylko zachowałam): znajdę cię. Pracuję w kuratorium. Zobaczysz. I poszła.
Dzieci przestraszone. Ja w oszołomieniu. Wstałam.
Podeszłam do jej samochodu. Do jej okna. Nawiązałam kontakt wzrokowy. Odwróciła się. Buzia zaciśnięta. Wrogie spojrzenie. Ja stoję. Oni stoją. Otwiera okno on: czego Pani chce? To pani ze mną rozpoczęła rozmowę – odpowiadam.
Zamknął okno. Stoją. Ja też. W pewnym momencie zdecydowanym ruchem zrobiłam krok do tyłu robiąc miejsce. Włączył wsteczny. Odjechali.
A ja poczułam, że to doświadczenie otacza mnie. Oddychałam.
———
Poczuj to. To nie chodzi o słowa. Nie chodzi też o emocje. Chodzi o to, że Niemiła Kobieta wdarła się do mojego świata i zostawiła tam swój ślad.
Okazało się, że Niemiła Kobieta zaczepiła wcześniej jedno z moich dzieci, w sklepie. I mówiła do dziecka [dziecka!], że pracuje w kuratorium i coś tam jeszcze (dziecko nawet nie umiało powtórzyć co).
Z dziećmi porozmawiałam – o trudzie, o tym, że dorośli też czasami głupio używają wolności, że nic nikomu nie grozi, bo jesteśmy blisko i będziemy chronić i bronić. Wzięłam prysznic, żeby zmyć z siebie cały ten syf. Przyszli do mnie moi Wychowawcy, jakby wyczuwając, że potrzebuję życzliwej obecności. Wzięłam. Jesteśmy zespołem. Takie to dobre.
Kontrole kuratorium miałam wiele razy na koloniach. Szanujemy się. Często zbieram z nich podziw. Nie lękam się nic a nic, zapraszam.
Tylko… wiesz co? Jeśli naprawdę Niemiła Kobieta pracuje w kuratorium, to… ja ją znajdę.
Bo nie ma we mnie zgody na taką edukację.
Nie ma we mnie zgody na taki system.
Nie ma we mnie zgody na nosicieli pogardy.
Nie ma we mnie zgody na przemoc.
Po to robię to, co robię, by być niezależną. Tworzę swój system, aby nie być jedną z takich nich. I wiesz co? Poczułam dumę z siebie. Z mojego sposobu na życie. Z mojej siły. Z mojego małego ogródka, w którym każdy ważny w drodze.
Jestem nosicielem miłości.
I to jest moja marka.
A Ty?
Co niesiesz w sobie dzisiaj?
Idźmy.
Anna Malec
Wiele razy wypowiadałam się o systemie edukacji. Głównie z perspektywy twórcy systemu równoległego. Nie walczę. Pokazuję, że można inaczej.
Jeśli takie osoby jak Niemiła Pani są dziś twarzami edukacji, to my – opiekunowie, nauczyciele, rodzice – musimy tworzyć zupełnie inną jakość.
Bo zmiana świata zaczyna się od wyboru.
Czasami bardzo małego.
I tego właśnie uczę moje kolonijne dzieci na Piątym Biegunie.
