Powiem Wam, że dylemat mam. Im dalej w migdałowy las, tym więcej treści, które chciałabym Wam przekazać – tyle, że żaden list na świecie tego nie pomieści. Zdecydowałam więc, że się trochę na trochę zatrzymam w temacie tego, co się w naszym mózgu dzieje, kiedy życie wokół szaleje.
Cały czas jesteśmy tutaj: ciało migdałowate (u mnie „Strażnik Migdał”) to taka struktura w mózgu, która odpowiada za ochronę życia i zdrowia człowieka. Uruchamia reakcje alarmowe (walcz, uciekaj, zamarznij, udawaj martwego, tańcz), by poradzić sobie z zagrożeniem.
A skąd wie o zagrożeniu? Odbiera informacje ze wzgórza – tam, gdzie zlokalizowane są ośrodki przetwarzania zmysłowego. Informacja może iść drogą krótką, bezpośrednio do Migdała – wtedy on automatycznie wciska guzik (walcz, uciekaj, zamarznij, udawaj martwego, tańcz) – albo drogą dłuższą, przez korę przedczołową, gdzie jest przystanek na refleksję.
Pierwsza to szybka autostrada. Druga – wolniejsza, droga lokalna (list z 29 września). Chodzi o to, by nauczyć mózg pracy: układania wielu dróg lokalnych tak, żeby autostrada była używana tylko wówczas, gdy istnieje naprawdę realne zagrożenie życia i zdrowia.
Bo prawda jest taka, że Strażnik Migdał to stara struktura w mózgu (pisałam o tym 21 lipca – niedługo będzie blog i wszystko sobie odnajdziecie szybciej, tak myślę), a kora przedczołowa – nowa. To trochę jak w filmie Goście, goście z Gérardem Depardieu – Strażnik Migdał przywołany do współczesności musi odnaleźć się w gąszczu stresorów, a przecież przez większość swojego życia (ewolucja, pamiętaj!) jego zadaniem było włączanie guzika, gdy nos poczuł dzikiego zwierza, wzrok zobaczył coś w mroku poza ogniskiem, człowiek zasmakował trującego albo dotknął węża przypadkiem.
Że ten układ reagowania nazywa się współczulnym, to ja się nie dziwię. Bo ja mu szczerze współczuję.
Ty też, prawda?
Jasne, że upraszczam. Jednak rdzeń pozostawiam. Przecież nie chodzi o to, żebym ja pisała, a Ty czytał_a naukowe rozprawy, z których ni w ząb pojąć nie sposób (ja pojmuję tylko dlatego, że tym się zawodowo zajmuję). Chodzi o to, by było łatwiej mnie i Tobie zatrzymać się przy sobie.
Bo stresu co niemiara. Widzę, ile diagnoz zbiera lęk uogólniony (ICD-10 F41.1, ICD-11: 6B00; DSM-5: 300.02), leczony na przykład escitalopramem czy sertraliną. I prawda – leczyć trzeba. Wspomagać starego Strażnika Migdała chemicznie, kiedy sam sobie zaufać nie może – nabrzmiał od przyjmowania informacji biegających autostradą w kółko, bez potrzeby najczęściej.
Jednak można też wspierać swoje zdrowienie.
I to jest tych listów mych przeznaczenie.
Idźmy.
Anna Malec
