Stres, stres, stres…
Każdy z nas zna to słowo z codzienności.
W skrócie – to reakcja organizmu na stawiane mu żądania.
Nie wiem, czy wiesz, że pojęcie „stres” w biologicznym znaczeniu zostało opisane w 1936 roku przez Hansa Selye – lekarza o węgierskim pochodzeniu. Pan Hans był podobno dziesięciokrotnie nominowany do Nagrody Nobla, jednak nigdy jej nie otrzymał. Ot, i tyle historii.
Jednak – co oczywiste – Selye opisał i zbadał coś, co było obecne w świecie od zawsze. Co dotyczy i ludzi, i zwierząt. Mnie i Ciebie.
Nie da się od tego uwolnić.
Ba! Nawet nie trzeba.
Trzeba natomiast poznawać siebie i uczyć się współpracować z tą biologiczną siłą, która potrzebuje opieki i przewodnictwa mądrości.
Wtedy – tak jak każdy inny żywioł – można zaprząc ją do tworzenia rzeczy wielkich.
Jak to zrobić, żeby stres zamiast niszczyć – mobilizował?
Stres jest na tyle niewygodny, że człowiek próbuje z całych sił się go pozbyć.
Jednak to trochę jak z muchą natrętną – im bardziej się odganiasz, tym głośniej bzyczy i o sobie znać daje.
Najpierw ją słyszysz, a potem się przyzwyczajasz. To właśnie jest habituacja.
Twój i mój organizm robi to samo.
Pan Hans nazwał ten proces Ogólnym Zespołem Adaptacyjnym (ang. GAS – General Adaptation Syndrome) i opisał go w trzech fazach:
Pierwsza: ALARM!
Tu już mniej więcej wiesz z poprzednich listów – Strażnik Migdał ogłasza mobilizację, wszystkie ręce na pokład.
Jeśli stres jest krótki – poradzone.
Może nawet udało się informację przepuścić przez korę przedczołową.
Jeśli jednak trwa dłużej, pojawia się faza…
Druga: PRZYSTOSOWANIE.
Organizm korzysta z nagromadzonych zasobów i próbuje się zaadaptować.
Radzi sobie z nieproszonym gościem jak może, uruchamia siły odpornościowe jedna po drugiej.
Na ile zdrowia wystarczy – zdrowo.
A potem – tak, jak materii staje.
Jeśli mimo to stres nie odchodzi, nadchodzi faza…
Trzecia: WYCZERPANIE.
Organizm widzi, że stres rozgościł się na dobre.
Zaczyna chorować, odcinając najsłabsze swoje części – jak spadający balon, który zrzuca balast.
Jak? Na tysiąc sposobów. Każdy swoją drogą.
Nie ma reguły – choć są pewne regularności.
I co, ile w Tobie teraz złości?
Idźmy.
Anna Malec
