Życie to proces.
I rytm.
To zachwycające!

Lubię myśleć o życiu człowieka wektorowo. Że w momencie zapłodnienia, kiedy spotyka się komórka jajowa z plemnikiem, następuje wielki wybuch właśnie. Wektor życia wystrzelił. Ma swój początek. Ma wpływ. Cały startowy potencjał, z którego nic a nic nie wydłubiesz. Gotowy. Ukryty do samego końca w pytaniu: co by było, gdyby jednak to czy tamto. 

Lubię myśleć o życiu jak o grze.
Jednak nie chodzi mi o człowieka o stu maskach, zaplątanego w teatrze życia codziennego Goffmana. Nie chodzi też o theatrum mundi, gdzie bóg to sędzia i reżyser, a ja i ty – marionetki, co na sznurku mogą dyndać jedynie.
U mnie „gra” to proces i rytm właśnie.
Podzielony na etapy, rytuały i diamenty.
Trzeba zebrać ich wystarczająco, by nowa plansza mogła się wyświetlić na do zobaczenia

Fascynujące, prawda?
Mamy jakieś „stąd”.
Mamy „teraz”.
I to my, sami w tej grze nie grze – tworzymy „dokąd”.

I to jest dopiero szalone.
Że każdy może wybrać.

A może… nie może?

Idźmy.
Anna Malec