Obok tego, co trudne, istnieje to, co dla Ciebie już osiągalne.
Obok tego, co brzydkie, istnieje to, co naprawdę piękne.
Obok tego, co smuci, istnieje to, co daje radość.
Tajemnice to są, jak. 

Świat pulsuje tysiącem odcieni, słońce wstaje, zapada zmrok. Na całej planecie, po kolei, w nieustannym porządku. Pośród gór i mórz, pośród drzew i susz, jesteśmy my.
Ja. On. Ona. Ono. Ty. 

Czy wiesz, że z pochodzenia jestem rolnikiem, chłopką z małej wsi? Znam ziemię. Znam z niej pracę. Znam jej radość i jej trud. To część mojej o mnie opowieści. To moja ważna tożsamość. 

Toż samość. A może raczej: toż-samość. Toż właśnie ten kawałek, który każdy ma swój. Choć do innych podobny, nigdy nie taki sam. Bo samość jest warunkiem niezbędnym każdego życia i lepiej, abyś sobie zdał z tego sprawę wcześniej niż później. Samość masz w sobie poznać. Samość masz w sobie zaakceptować. Samość masz w sobie pokochać. I jest jeszcze jedno zadanie, jak już zrobisz te. 

Samość jest na przykład ukryta w pamięci. W smaku śliwek prosto z drzewa w południe żniw. Pachnących słodyczą, słońcem i wypoczynkiem. Potem 

znów praca. Do wieczora, do nocy. Już nie sierpem, jak moi dziadkowie, a snopowiązałką. Podobno postęp jest, kiedy mniej pracy, a więcej radości. Jednak co z radością z pracy, której nijak indziej nie znajdziesz? 

„Kombizon” mówiłam na kombajn, rodzice się uśmiechali. Mała Ania, a świat taki duży. Ania Duża też była. Uczyła mnie piosenek na miedzy, pamiętam. Zachodźże słoneczko na przykład. 

Prawda jest taka, że obok marchewki nieustannie rośnie chwast. Dużo chwastu. Po deszczu – najpierw chwast rośnie. I nawet jeśli go wyrwiesz, to z maciupkiego korzonka odrośnie, taki uparty na przekór jest. Niektóre chwasty to zioła, trzeba rozpoznać, nawet jeść można. Na przykład pokrzywę młodą. Jak rwać, by nie poparzyła umiem. 

Krety robią tunele w grządkach, a nornice podgryzają korzonki truskawek. Tyle pracy, a plon niepewny. Jednak taka truskawka, jeszcze zielona, prosto z pola… ach. Brzuch będzie bolał? No to co. Poboli i przestanie.
A na śniadanie chleb z masłem, z jajkiem na twardo i szczypiorkiem. I do tego kawa z mlekiem. Zbożowa, oczywiście. 

Jednak co ja tam wiem o pracy prawdziwej. Przy tych, którzy przeżyli tak całe życie, ledwie jej dotknęłam. Jedni znają się na różach, inni na jabłoniach, na miodach i pszczołach, a ja na lnie i burakach. Ten łan sinoniebieski, giętkie, cienkie łodyżki, pachnące. Najpierw rękami wyrwać, potem w snopki postawić, potem odziarnić, potem rozścielić cieniutko na ściernisku, by rosa swoją pracę zrobiła, potem znowu zebrać, potem trzepać i międlić. Cały dzień, 9 osób, do maszyny jechaliśmy, a na obiad była kiełbasa na gorąco z musztardą i chleb. Jak smakowało! Potem

się spało!

Prawda jest taka, że każdy swoją samość w swojej historii niesie. Poznaję ją w gabinecie. To zgoda na prawdę o niej prowadzi nas przez proces zdrowienia. Przez wychodzenie z tego, co na teraz możliwe, cierpienia. Choć człowiek czasem nie lubi tej swojej samości, chce ją zakleić, odłupać, zamalować sprayem. Kreślić i wciąż od nowa swoją opowieść tworzyć w podpisanym imieniem zeszycie, z którego ani jednej kartki nie wyrwiesz na koniec. 

Dojrzały do życia ten, kto dopisuje kolejny rozdział. Kto wie, że

obok tego, co trudne, istnieje to, co dla Ciebie już osiągalne.
Obok tego, co brzydkie, istnieje to, co naprawdę piękne.
Obok tego, co smuci, istnieje to, co daje radość.
Dostrzeż.

Prawda jest taka, że w jednym świecie, na jednej planecie, rosną marchewki i chwasty, truskawki i nornice. 

Tak dzieje się życie. 

Idźmy.
Anna Malec

Kochani moi, opowiadanie swojej historii to ważna sprawa.
Potowarzyszę.