To nie jest sprawiedliwe
że małe dzieci umierają i cierpią
że ludzie młodzi chorują nagle i śmiertelnie
że jedni mają mało choć robią dużo
że drudzy mają dużo choć robią mało
że biszkopt padł
że nie rozumiem matematyki
że jedni mają rodziców ogarniętych, a drudzy nie
mają wcale domu.

To nie jest sprawiedliwe
że jedni mają za dużo dzieci
a drudzy wcale, choć bardzo chcą
i że na światłach stałem 8 minut
że oni spojrzeli na mnie ze wzgardą
że mój mąż mnie zdradził wczoraj
a obiecywał po grób wierność
i że nie zrobi tego, co tamten nigdy.

To nie jest sprawiedliwe
że nie mogłem spać całą noc a ona chrapała,
że dziecko to mnie obudziło
że nie zdałam matury z polskiego
i taki duży ZUS w tym miesiącu wyszedł. 

To nie jest sprawiedliwe, że nic nie jest sprawiedliwe.
A może właśnie to sprawiedliwe jest?

Nieustanne skupienie na rachunku krzywd powoduje nieustanne cierpienie. Dzieli świat na ten po mojej i po Twojej stronie, na “mój” i “Twój” ból, gdzie na siłę wstawiamy znaki nierówności pomiędzy ja i ty. Liczymy w każdym kroku drogi: kto dostał więcej, kto mniej, komu się należy, kto miał łatwiej, kto zawiódł, kto nie oddał, kto śpi, kiedy ja cierpię.

Przestać liczyć. Przestać linijką odmierzać. Przestać badać zieloność trawy.
Znajdować radość każdy na swoją miarę po prostu.
Uznać. Iść. Nieść. Robić. Wzrastać.
Przyjąć, że sprawiedliwie nie znaczy po równo. 

To jest prawda? 

Idźmy.
Anna Malec