Popatrz.
Takie delikatne listki.
Niewinną zielenią, taką świeżą, co mucha nie siada, uwodzą wędrowca uważnego.
Odpocznij sobie.
Nie bój się, że to lipa, tak siedzieć bezczynnie i na liście patrzeć. Wszak kolor zielony to symbol rozwoju, regeneracji i wzrostu. Przychodzi w cyklu życia po szarości przedwiośnia.
Odpocznij sobie.
Od nowa wciąż zaczynać siebie tkać potrzeba. Lipa, że nie można raz jeszcze wybrać, jednak już inaczej. Żadnych prób. Co dzień oczy otwierać odważnie na ważne.
Odpocznij sobie.
Sobie odpocznij. Dla siebie, rozumiesz? By ten Twój organizm – od tylu już lat zmęczony dźwiganiem duszy, która ponoć ino 21 ma gramów – mógł przycupnąć bez trosk choć chwilę.
Odpocznij sobie.
A ja opowiem Tobie o pszczołach, co tak bardzo potrzebują lipowego kwiatu.
O ołtarzu Wita Stwosza, co z lipowego drzewa jedenaście lat powstawał ponad pięćset lat temu, a do dzisiaj jest.
Opowiem o herbatce z lipowego kwiatu, która dla mnie pachnie dzieciństwem.
I o barokowych organach w Świętej Lipce, z aniołkami grającymi na trąbkach (tak bardzo podobają się dzieciom moim kolonijnym, kiedy na Warmię i Mazury jedziemy!).
Odpocznij sobie.
Na dobre odpocznij, choć na lipę. Jak mistrz z Czarnolasu usiądź pod liściem, gdzie słońce nie dojdzie, przyrzekam ja Tobie. Gdzie zawżdy chłodne wiatry z pola zawiewają. Gdzie słowicy, gdzie szpacy wdzięcznie narzekają.
Ale lipa! Powiedz z zachwytem.
I… zadumaj nad sensem.
Zadumaj nad życiem.
Idźmy.
Anna Malec
