No to co to ta dorosłość zatem?
Państwo Polskie tak się z nami przez narodzenie umówiło – sprawa jasna jak gwint jest wszak: pewnego dnia – siup! – i człowiek ma osiemnaście lat. To by na tyle było.
Bez badań zdolności do kierowania życiem, zawiłych testów sprawności. Bez rytuałów przejścia, postrzyżyn, przeglądu z gotowości. Bez terminu dla przydatności układów ciała, ciśnień, potrzeb i napięć, także społecznych. Bez kontroli jakości w zarządzaniu emocjami. Bez gwarancji warunków bezpiecznych. Bez rejestru dat wszelkich sukcesów, błędów, nieważności. I – na sam koniec – bez miary dla własnej, wrażliwej na ból, wartości.
Dowód? Masz na PESELu. Idź w świat, dziel i rządź, obywatelu.
Tylko… tak się jakoś złożyło, że ten obywatel dzień wcześniej był jeszcze dzieckiem, które w czyimś domu się narodziło. Ktoś sprawował nad nim, choćby zastępczą, pieczę. Ktoś o wychowanie dbał. Ktoś dbał o jego męstwo. Ktoś uznał w niej kobietę. Ktoś stopniował trudności, w potrzebie rękę podał, ktoś uczył też wdzięczności, gdy sam z siebie dziękował. Ktoś modelował bliskość, przywództwo, współdziałanie. Ktoś w serce włożył miłość – uczył, co zrobić ze złością, żądzą, zaufaniem. Ktoś karał, ktoś nagradzał, ktoś chwalił i ktoś ganił. Ktoś granice stawiał. Ktoś w nocy błogosławił. Ktoś uczył, jak gotować święconkę, uszka, barszcz na Wigilię i ktoś doświadczał w prawdzie, że w życiu piękne mogą być chwile. Ktoś jak żyć pokazał. Ktoś się w szkołę, lalki i klockami bawił. Ktoś chronił, ktoś bronił, ktoś łzę ocierał małą. Ktoś tulił, ktoś płakał, ktoś mówił: idź swą drogą, śmiało.
John Bowlby, mój nauczyciel od rozwoju i rodziny, wysnuł teorię przywiązania: każdy dorosły ma – w wielkim skrócie – dwa ważne przed sobą zadania. Pierwsze – być dostępnym. Drugie – reagować. To już w pełni wystarczy, by odpowiedzialność za PROCES zbudować. Ten, który w tytule listu nadaje dorosłości rys: tu, w rodzinie wszystko się zaczyna.
Tu, w rodzinie, jest proces.
I wszelka przyczyna.
Idźmy.
Anna Malec
