Brzmi wykładnia tworzonej przeze mnie co dzień pedagogiki – tam, gdzie dobra relacja jest fundamentem. Gdzie sterem, żeglarzem, okrętem – co najmniej od lat dziesięciu – sama sobie jestem. Gdzie, dzięki temu, że już umiem sama sobie, mogę – jeśli zechcesz – światłem być i Tobie.
Nie wiem kiedy, nie wiem skąd, w świecie wieku ze szkiełka i oka pojawił się fatalny w skutki błąd. Jakaś taka ułuda, zuchwała myśl wyrosła w nocy – jak na nosie krostka – że dorosłość to tyle, co: nieustanne szczęście, bogactwo, przyjemność, nihilizm, beztroska. Że jesteśmy wybrani, dziedzicami świata. Że wystarczy zamknąć oczy i za bańką mydlaną iść, nic nie grozi, bo nie ma strasznej bozi.
A ja mówię: dyrdymały. Pomniki upadają, a piramidy stoją, jak stały. Każdy, kto w świadomy rozwój inwestuje, ten wie, że rewolucja pożera dzieci swe. Mijają śmiechy, uciechy, stoły przepiórek pełne, lekkie obyczaje. A na odpowiedzialnej dorosłości ewolucja wytrwale – za rokiem rok – toruje drogę dla miłości.
Idźmy.
Anna Malec
