Boli, mamo, boli, zobacz, tutaj.
I żeby ona zobaczyła. Żeby uwierzyła. Żebyś wyciągnął ręce do góry, żebyś ręce do góry wyciągnęła, a ona… żeby się uśmiechnęła. Żeby się nachyliła, żeby Ciebie tak pod pachy wzięła i podniosła, podciągnęła, prosto w oczy patrząc, takim jasnym spojrzeniem, w którym mieszka bezpieczeństwo świata całe. Żeby otuliła, zamknęła w swych ramionach silnych. Żebyś czuł i żebyś czuła, jak Twoje nogi odrywają się od podłogi i tak dyndają w nagłym oddaniu mocy i władzy. I nic już więcej nie chcesz. Tylko móc się w tych ramionach wykrzyczeć, wyboleć, wyskarżyć za wszystkie czasy i za wszystkie krzywdy. I żeby to się nie kończyło. Żeby nie kończyła się ta pełna przyjęcia i przejęcia naraz cierpliwość do cierpienia Twojego. A w oczach jej niech będzie miłość bez początku i końca. I czułość taka tkliwa, taka Taki duży ból a Ty w tym bólu sam. Ty w tym bólu sama. Już jestem przy Tobie, jestem. Ciii…
I żeby ukołysała.
Pozwól, niech ten obraz się w Tobie rozgości. Niech ta tęsknota, która w każdym ludzkim sercu mieszka, zostanie nazwana. Pozwól sobie przez chwilę tu i teraz zapragnąć takiego bezpieczeństwa, bez względu na to, czy je kiedykolwiek przeżyłaś. Nawet jeśli nigdy tak nigdy jeszcze nie miałeś. Policz od 30 w dół. Powoli. Oddychaj głęboko. Poczuj swój oddech. Poczuj, jak klatka piersiowa się podnosi i opada. Obejmij sama swymi ramionami, obejmij się sam zaplatając na przemian ręce.
Pobądź tak przez chwilę.
Jesteś. Istniejesz. Żyjesz.
Anna Malec
