Cierpisz? Masz za swoje.

Takie wszak decyzje w życiu podjęłaś, takie decyzje w życiu podjąłeś, a człowiek jest ich sumą. Ty jesteś sumą swoich decyzji. To, że tu i teraz jesteś tam, gdzie jesteś, wynika z Twoich wyborów. Był czas, gdy to rodzice za Ciebie decyzje podejmowali, to mogłaś zrzucać na nich, ile wlezie. Jesteś dorosły, to bierzesz odpowiedzialność i wiesz co robisz. Teraz – cierp. Głupio zrobiłeś, Twoja wina. Trzeba było myśleć, zanim włożyłaś w ukrop palec, jak małpa od Fredry. Co się stało, to się nie odstanie, teraz przed Tobą konsekwencji dźwiganie. Do śmierci i po. Ot i co.

Kamień.

Pamiętasz tego chłopca? W ubiegłym tygodniu. Z soboty na niedzielę. 19 lat. Chełm. Toyota. 10 osób. Pijany. 2 śmiertelne. W bagażniku. Trzeźwieje. Wyszedł. W areszcie. Nagłówki. Zdjęcia. Rozpacz. Gapie. Sensacja. Dziennikarze.

Kamienie lecą z tłumu.
Biją po twarzy komentarze.

Milcz.
Myślisz, że masz szczęście? Że Tobie się udało? Choć myślą, mową, uczynkiem robiłeś niemało?
Spuść głowę, w ciszy odejdź zostawiając kamień.
W lustro spójrz. Zapłacz. Belkę wyjmij. Siebie w lepsze zamień.

Bo… Nie wiesz co się stało. Kto co powiedział trzy godziny wcześniej. Kto pięć lat temu co drugiemu rozkazał. Kto zdecydował o czym. Czemu akurat ta droga, ten znak, ten rów. Pięć sekund, szesnaście minut, dwadzieścia lat. Pierwszy łyk. Głuchy śmiech. Zakneblowany Bóg. Jeden dzień. Poruszenie. Blask.

Trzask. Prask.

Życie pękło.

Boli, mamo, boli, zobacz, tutaj.
I żeby ona zobaczyła. Żeby uwierzyła. Żebyś wyciągnął ręce do góry, żebyś ręce do góry wyciągnęła, a ona… żeby się uśmiechnęła. Żeby się nachyliła, żeby Ciebie tak pod pachy wzięła i podniosła, podciągnęła, prosto w oczy patrząc, takim jasnym spojrzeniem, w którym mieszka bezpieczeństwo świata całe. Żeby otuliła, zamknęła w swych ramionach silnych. Żebyś czuł i żebyś czuła, jak Twoje nogi odrywają się od podłogi i tak dyndają w nagłym oddaniu mocy i władzy. I nic już więcej nie chcesz. Tylko móc się w tych ramionach wykrzyczeć, wyboleć, wyskarżyć za wszystkie czasy i za wszystkie krzywdy. I żeby to się nie kończyło. Żeby nie kończyła się ta pełna przyjęcia i przejęcia naraz cierpliwość do cierpienia Twojego. A w oczach jej niech będzie miłość bez początku i końca. I czułość taka tkliwa, taka Taki duży ból a Ty w tym bólu sam. Ty w tym bólu sama. Już jestem przy Tobie, jestem. Ciii…
I żeby ukołysała. 

Nie ma pytań i nie ma odpowiedzi. Sens zdarzeń wciąż ukryte ma treści.
Czasami by przeżyć wystarczy cisza.
Ta, która ból w sobie pomieści.

Anna Malec