Lubię myśleć, że w Niedzielę Palmową wciąż mieli wybór.
Ludzie ludziom zgotowali ten los pisała Nałkowska (ta od ulicy w dzielnicy Wrotków, którą w nazwie z ojcem dzieli; co łączy Zalew Zemborzycki z Romera przez 2,75 kilometra; według Wikipedii) w Medalionach, które to po nas wszystkich bez względu na wszystko na nagrobkach zostaną li i jedynie w najlepszym razie. W ośmiu opowiadaniach zamknęła ból świata. Kain Abla, Niemiec Polaka, dziś także, mieczem ze stali i słowa, brat wciąż zabija brata. Na tysiąc sposobów odbierając godność w życia codzienności.
Litości nie ma w sobie ten, kto zapatrzył się w gniew. Kto pychą nadyma usta, chciwie powietrze łapiąc drugiemu sprzed nosa, w nieumiarkowaniu zazdrość o dość wypychając z siebie. Kto z lenistwa serce ma nieczyste bardziej niż w oknach firanki przed Wielkanocą.
Lubię myśleć, że w Niedzielę Palmową wciąż mamy wybór.
Cierpienie nie jest potrzebą miłości, choć może być jej decyzją. Kiedy wnikam z wiarą w tajemnicę Zmartwychwstania, prawdę tę wciąż z zachwytem odkrywam. Tracąc stare życie – wciąż nowe życie zdobywam. Tu i teraz poddane, w świadomej swej wartości, całe zanurzone w jestem miłością, pełnej pokoju radości.
Anna Malec
