Pytają rodzice, czy to dobrze, że dziecko wierzy w Świętego Mikołaja.
Bo to przecież kłamstwo ogólnonarodowe. Ogólnoświatowe.
Dorośli umówili się, by „zrobić sobie jaja” z naiwności dzieci.
A przecież i tak wcześniej czy później się dowiedzą.
No to po co.

Na pierwsze po co odpowiadają fakty.
Faktem jest, że u dziecka od około drugiego do około szóstego roku życia występuje tzw. myślenie magiczne (maksymalne natężenie to czwarty/piąty rok życia). Myślenie magiczne pozwala dziecku „ogarnąć” świat. Wypływa z potrzeby porządkowania uczuć, doświadczeń, wiedzy.
Świat wymyślony funkcjonuje obok realnego i wzajemnie się uzupełniają (zabranie ulubionego królika do przedszkola oswaja strach, winę za rozlane mleko można z powodzeniem zrzucić na pluszową Świnkę Peppę, a z wymyślonym przyjacielem można przeżyć niezwykłe przygody).
Myślenie magiczne jest konieczne dla rozwoju, dlatego trzeba, aby rodzice „wchodzili” w nie i potrafili patrzeć na świat z punktu widzenia dziecka („uhm, myślisz, że królikowi spodoba się w przedszkolu?”, „powiedz Śwince, że przenoszenie kubka z mlekiem to niełatwe zadanie. Może warto, aby trzymała obiema łapkami?”, „ojej, i co było dalej? ”).

Około siódmego/ósmego roku życia myślenie magiczne zanika, a w jego miejsce pojawia się zdolność do myślenia konkretnego, przyczynowo-skutkowego tylko po to, by około dwunastego roku życia rozwinąć się we właściwą dla dorosłych umiejętność myślenia abstrakcyjnego. I wtedy właśnie my – rodzice zaczynamy tęsknić za dzieciństwem naszego dziecka, które tak szybko przemija.
Znasz?

Tak więc raz jeszcze – wiara w Świętego Mikołaja pomaga dziecku w łagodnym, miękkim przechodzeniu pomiędzy stadiami rozwojowymi. Jeśli będziemy przyspieszać rozwój to trochę tak, jakbyśmy trzy dni po wysianiu marchewki rozkopywali ziemię w poszukiwaniu smakowitego korzenia.

Dobrze więc zatem współprzeżywać z dzieckiem – porozglądać się w jego świecie, zapytać o marzenia, wyobrażenia… Święty Mikołaj jest jak najbardziej realny (i bardzo, bardzo ważny) dla dziecka. Cieszmy się z nim tym okresem życia zamiast za trzy lata ogarnąć, że przegapiliśmy coś ważnego.

Drugie po co mieszka w sercu.
I wyraża się w Twojej własnej, Rodzicu, indywidualnie wsobnej odpowiedzi na pytanie „Czy istnieje Święty Mikołaj?”.
W moim sercu jest odpowiedź twierdząca. Bo dopóki w ludziach jest chęć dzielenia się dobrem i miłością – Święty Mikołaj żyje i realizuje swoje dzieło poprzez nasze ręce. I to przekazujemy dziecku. Jeśli zapyta: „czy ty mamo/tato wierzysz w Świętego Mikołaja?” można odpowiedzieć „tak córeczko, wierzę. Dopóki w ludziach jest dobro i miłość – Święty Mikołaj ma dużo pracy”. Wtedy dziecko na poziomie myślenia magicznego zrozumie Twoje „tak” (reszta będzie zbyt abstrakcyjna, jednak prawdziwa, a o to chodzi).
Zaś dziecko starsze zrozumie to, co abstrakcyjne – i tak też jest dobrze.

Bo pytanie o Świętego Mikołaja to pytanie na całe życie.
Anna Malec

PS Dzieci po dwunastym roku życia lubią tradycję, więc wiecie.