Święta Bożego Narodzenia to obrazy i symbole.
Jeden dziś wybiorę: Wigilia. Rodzina siedzi przy stole.
Możesz uniknąć, zniknąć. Powiedzieć: mnie to nie dotyczy, Boga nie ma, to wszystko tandeta i staropolszczyzna do porzygu. Zniknąć żyjąc jak co dzień, ignorując ważne. Zniknąć w świecidełkach, prezentach, przepisach na nowoczesne sałatki. Zniknąć w wódce, kiełbasie, chaosie, hałasie, byle na odwrót niż jakaś tam tradycja wymyśliła. Zniknąć w nabożnym stąd dotąd i nie ruszaj bo na święta. Zniknąć w przepisach surowych, dwunastu potrawach i ani mi się waż pominąć wielkorządcę Kwiryniusza. W zająknięciu: jak mogła, a taka duża i czytać nie umie, na drugi rok Adaś lepiej przeczyta. Zniknąć w byle to przetrwać. Zniknąć w last minute. Zniknąć w to wszystko dla dzieci. Zniknąć po prostu, w sobie tak, że nikt się bólu nie domyśli.
Wigilia. Rodzina siedzi przy stole. Choć są, to jakby wyszli.
Możesz się bać, trząść ze strachu, w konflikt wejść ze sobą i w nim trwać. Codzienną walkę o wszystko rozpocząć. Że to nie tak miało być. Że tamten nie przyjechał. Że znowu spóźnieni. Że tyle przygotowane, a nic nie zjedzone. Bać się, że nie tak prezent wybrany. Że co sobie pomyśli, kiedy to ubiorę. Że inni to mają lepiej. Że znowu podałam nie po kolei. Że zobaczą to krzywo. Że wyśmieją. Że jak zwykle nie będę umiał zareagować, pozostanie już tylko robić dobrą minę, a w duchu wszystkich wyklinać. Jak pójść i jak nie pójść. Jak śpiewać, kiedy gardło zaciśnięte. Bać się ości, że kością stanie. Bać się wypadku. Bać się samego strachu. Bać się każdej z dróg.
Wigilia. Rodzina siedzi przy stole. Jeden dla drugiego wróg.
Możesz też mieszać pomiędzy tymi dwoma, wciąż wietrząc i czując. Raz w napięciu oczekując końca, byle już sobie poszli, byle już nastawić zmywarkę i głowę skołataną gonitwą myśli do poduszki przytulić. Drugi raz z radością wniebogłosy kolędę wyśpiewując wdzięcznością ogarnięta i z rozrzewnieniem spojrzysz na Bliskich, którzy są dzisiaj z nami. Kochani.
Wigilia. Rodzina siedzi przy stole. Wszyscy tacy sami.
Strażnik Migdał ma wiele pracy w święta. Stres normatywny, jednak czy aby na pewno? W systemie rodzinnym łączy się, krąży, przylepia, przyczepia, zlewa – teraźniejszość z przeszłością, osoby z potrzebami, uczucia z reakcjami. Jeśli za szybko, jeśli za gęsto, jeśli za ciasno – wciska guzik bez wahania. Stąd tak blisko nam do krzyków, fochów, milczenia, trzaskania, płaczu, żalu i żałowania.
Wigilia. Rodzina siedzi przy stole. Moc przeżywania.
Przeżywania tego, że relacje bliskie często postrzegamy jako zagrażające, a święta są tylko i aż tego soczewką. Że my – ludzie (a Boże Narodzenie to święta ludzkości – Bóg w ciele zagościł!) lękamy się bycia w odsłonięciu, ekspozycji, widziani – z min rozebrani. Boimy się zostać sami, oceniani, bez gwarancji spojrzenia z miłością. Bezpiecznie jest tylko wtedy, kiedy dorosłość idzie w parze z dojrzałością.
Święta Bożego Narodzenia to obrazy i symbole.
Wigilia. Rodzina siedzi przy stole.
A każdy ma wolną wolę.
Idźmy.
Anna Malec
