Czy wie tutaj ktoś, czym jest HPA oś?

Nie będę wprowadzać terminów, których zadaniem jest mądrze brzmieć. Nie będę opisywać tego, co to hipokamp, podwzgórze, przysadka, nadnercza ani kortyzol nawet. Nie będę mówić o tym, że czasy współczesne obfitują w trudny do przeżycia stres. Nie będę pouczać, wytyczać nie do przejścia dróg. Nie powiem też później: trudno, tak chciał Bóg.

Nie chciał.
Jeśli już czegoś chciał (bo człowiek potrzebuje swoją trwogę zaadresować), to tego, abyś umiał_a kochać siebie jak bliźniego. Ani więcej ani mniej. Więc tutaj punkt wejścia do listu postawię: kochać siebie chcesz?
Tak?
To już dużo wiesz.

Jak byłam mała, to dobrem luksusowym było posiadanie młynka do kawy (mieliło się na nim jeszcze cukier puder i pieprz). W naszym domu był taki pomarańczowy. Huczał straszliwie, jednak swoją funkcję spełniał. Mama mówiła: Aniu, przystawaj. Nie syp dużo. Jak zmielisz trzy pojemniczki to poczekaj. Odłóż, jak się ochłodzi, to znowu pracuj. Podobnie było z odkurzaczem. Z pralką. I z samochodem – pamiętam, że nasz pierwszy maluch tak się przegrzał, że się palić zaczął, jak wyjeżdżaliśmy od babci Marysi.

Teraz, jeśli się nawet przegrzeje (bo naukowcy się głowili i mocniejsze silniki wymyślili), to można do sklepu pojechać i wybrać nowy i lepszy, bez spiny. Są. Nowy odkurzacz. Nową pralkę. Nowy samochód też.

Tylko nowego człowieka nie kupisz.
Wiesz?

A my ewolucyjnie to takie młynki z lat 80tych. Skoro Strażnik Migdał uczy się miliony lat, to przecież przez 40 o nanometr się przystosować i ulepszyć nie zdążył. Potrzebuje czasu liczonego w pokoleniach. Może za 367 lat (albo milion) takie obciążenie stresem i różnorodnością, jakie mamy teraz, będzie ważyło tyle, co nic. Teraz waży dużo.
Dużo za dużo.

Strażnik Migdał co rusz bodźcowany wciska alarm, jak szalony, w błędnym kole. Wskutek swej hiperaktywności “przejmuje dowodzenie” nad całym organizmem. Nowicjuszka w branży, kora przedczołowa chowa się głęboko, zabierając ze sobą krytyczne myślenie,  analizę i planowanie, bo nikomu w tym kryzysie niepotrzebna się czuje. (Czy wie, że bez niej krzywda się zaraz stanie?).
Migdał na czerwono świeci, para z niego dymi, przegrzanie systemu non stop. Nikt już nie panuje nad lękiem, pojawiają się zachowania impulsywne i kompulsywne (może się najem, to na chwilę się uspokoję. A potem zwymiotuję, bo komenda UCIEKAJ poszła ni w pięć, ni w dziesięć), a później już tylko UDAWAJ MARTWEGO, bo sił brak na podniesienie szklanki i by choćby lewą nogą wstać.

Tylko… jak tu spać? Nie możesz zasnąć, bo w Twoim organizmie wciąż wyją syreny strażackie. Zjadasz byle co i byle jak, najczęściej zakonserwowane na gotowo, bo przecież nie ma czasu. Jak się skoncentrować, głowo, kiedy wciąż i wciąż myśli kręcą się jak bąk? W końcu już nic Cię nie cieszy, choć w kółko biegniesz. Nigdzie się nie spieszysz, bo marzysz, by być jak najdalej stąd. Ciało… ciało mówi, że dużo się dzieje i dużo się już stało.

Jaki związek między mną i Tobą a pomarańczowym z PRL-u?
Posłuchaj apelu:

Kochaj siebie
miel po mało, rób przerwy.
Kochaj siebie
tak samo, jak bliźniego (więc jemu też mało na raz do mielenia dawaj).
Kochaj siebie samego
I w miłości – która jeśli zdrowa, to lekka – ni chwili nie ustawaj.

Idźmy.
Anna Malec