Chcieć to móc – mówi przysłowie.
A ja mówię – nie. I już tłumaczę. Słowo po słowie.
W ubiegłym tygodniu pisałam o tym, że: Chcenie to jedyne, co jest naprawdę Twoje.
I to prawda jest. Jednak tak to już jest z prawdą, że nigdy nie jest cała. Bo gdyby była cała, zupełnie, ale to zupełnie niepotrzebna byłaby nadzieja i zaufanie. I wiara. W to, że poza tym, co widzę jest coś większego. Że to coś moje pojmowanie przekracza. Coś, co wiąże ludzkie losy w drogi – mimo wszystko – pełne sensu. Choć nie dzisiaj i nie jutro. A może nawet nie w tym pokoleniu.
Droga do sensu rzadko bywa drogą łatwą. I odsłania się powoli.
Czasami widzę to na genogramie. To taki rysunek, jaki robię w gabinecie, by zobaczyć rodzinę – nie w jednym momencie, lecz w czasie. Jej obraz z dystansu pokoleń trzech co najmniej. Obraz “całości”, której w żadnym Tu i Teraz nie zobaczysz.
Po co?
Strażnik Migdał nauczył mnie i Ciebie – że “przetrwać” to jego zdeterminowane “chcę”.
Uchować cało psyche i ciało, by w człowieku życie się działo.
Oto zadanie. Mało?
Dość, by przeżyć. Jednak nie dość, by żyć naprawdę.
I właśnie tutaj kończą się możliwości Strażnika Migdała.
Bo on wie, jak przetrwać. Jednak zupełnie nie wie i nic a nic w to nie umie, jak zaufać temu, co przekracza jego kontrolę. Co zamienia “chcenie” w wolną wolę. Czego – mimo ewolucji wieków i lat – bez miłości do siebie, drugiego i świata całego, choć rozum w posiadaniu ma, nie zrozumie.
Bo są takie momenty, w których chcenie już jest czynem. Kiedy chcenie wystarczy. Kiedy chcenie to jedyne, co możesz zrobić. Kiedy chcenie wyznacza kierunek. Kiedy chcenie jest intencją dobra. Kiedy chcenie jest dobre i jest dobrem. I wolnością.
Chcieć to nie zawsze móc.
Do tego, by naprawdę żyć, potrzebne jest zaufanie.
Że świat wszystko to, co niesiesz, utrzyma.
I, choć może przestać istnieć, istnieć nie przestanie.
Idźmy.
Anna Malec
