Witaj, dzień dobry 💛
w pierwszy z 52 poniedziałków, które nasz czas urodzi, ufam, w 2025 roku.
Kiedy piszę ten list do Ciebie, jest pierwszy dzień stycznia. Pierwszy dzień, jaki rodzi 2025 rok, pierwszy z 365. Zerkam na zegarek: 15.05. Już urodził przeszło piętnaście godzin! Już tyle się wydarzyło! Już tyloma działaniami zapełniliśmy te godzin piętnaście. Już tyle się stało. I nic z tego, co się stało, nie odstanie się za nic. Zapisane na pierwszej stronie białego zeszytu, o którym Jan Borysewicz śpiewał w albumie Królowa ciszy w ‘88, a ja nawiązałam, bo słuchałam jak co roku, tydzień temu (niektórzy żartobliwie mówią, że rok temu, jednak to nie jest prawdą).
Ja piszę dzisiaj, a Ty dzisiaj coś robisz, o czymś myślisz, coś zamierzasz, coś się wokół Ciebie dzieje nawet wtedy, jeśli przed dzianiem obronisz się spaniem po wczorajszej sylwestrowej zabawie. Twój sen nie ma mocy, by zwolnić czas z rodzenia. Po prostu teraz podłączyłeś swe ciało wyczerpane do baterii. Ty śpisz, a ono trawi. W zasadzie to ono Ciebie wyłączyło, byś mu nie przeszkadzała ciągłym szarpaniem chcę w jego misji dawania Tobie życia przez ten czas, jaki czas dla Ciebie rodzi. Chyba, że Ty je zatrułeś i unieszkodliwiłaś, zanim ono Ciebie. No cóż, bywa.
Dzisiaj w nocy, dwanaście godzin temu z tych piętnastu, zobaczyłam chłopca na klatce schodowej śpiącego. Niewinny taki, oddychał spokojnie. Telefon przy nim, rozbity, on podrapany, spodnie podarte, śpi. Telefon wzięłam, rozładowany. Podłączyłam. Pin.
Mówię do męża: obudźmy go, a gdyby uciekał, to go przytrzymaj, bo nie wiadomo, czy i co zażył wcześniej zanim zasnął. Myślę: Synku świata, Ty gdzieś rodziców masz, a tu leżysz na schodach i śpisz. Czy oni śpią? Myślę: mam synka, może tylko ciut starszego. Co ja bym chciała, aby ktoś zrobił, gdy go tak na schodach by znalazł? Czy policję wezwać? Nie. To ostateczność.
Położyłam rękę swą na jego policzku i mówię: chłopaku, wstawaj, dzień dobry, jak na imię masz? A on uśmiechnął się do mnie i powiedział, jeszcze zanim oczy otworzył. I myślę sobie: Robaczku mały, taki duży świat, a Ty tu sam. Przyniosłam telefon, mówię: dzwoń. Kiedy już po wszystkim i przed wszystkim było, mówię: ech chłopaku, nowy rok mamy, wiesz? A jak wstawał, to medalik na szyi zobaczyłam. Ach Ty, Matko matek wszelkich i dzieci śpiących, wiedziałaś. Pobłogosławiłam. Niech dobry czas ma. Jeszcze tyle godzin urodzi czas dla niego ufam. Imię zapamiętałam i wzięłam do serca swego chłopca tego. A co, zmieści się.
Widzisz? Nawet jeśli śpisz, ktoś gdzieś jest i wpływ ma, bo czas wciąż rodzi, wypluwając szanse. To, że teraz do Ciebie piszę, to już się dzieje wokół Ciebie. Co dzieje Tobie? Ja nie wiem i, jeśli mi nie powiesz i/lub sam się nie dowiesz, to i ja się nie dowiem, choć właśnie dzisiaj do Ciebie właśnie piszę, pierwszego stycznia, tak sobie wybrałam, że dzisiaj. Co dzieje kiedy? Poniedziałek urodzi, daj Boże, razem z mailem, który, dzięki pracy wielu ludzi po drodze, przyjdzie do Ciebie ufam.
Tydzień dzieci miał siedmioro. Miesiąc trzydzieści jeden, a rok 365. Wciąż i wciąż maszyna czasu rozkłada gdzieś komuś jakieś Teraz. I chociaż nic nie wiemy o tych dzieciach tygodnia, to my właśnie, Ty i ja, imiona im nadajemy.
Non stop.
Anna Malec
