Byłam na koncercie.
Tym razem nie dałam braw.
Brawa mogą być darem. Ode mnie dla Ciebie. Zachwytem. Mieszanką powstałą z radości, podekscytowania, nadziei i wdzięczności. Wymagają wysiłku, ruchu. Samo słowo “brawo!” bez braw to nie to samo. Potrzeba odwagi, by ręka uderzyła w rękę. By powstał w ten sposób dźwięk, klask, który powtórzony w rytmie tworzy sens.
Brawa rodzą się z natury spontanicznie, w jakiejś chwili wewnętrznej prawdy osoby o sobie. Z serca odważnego, z serca poruszonego, z serca uniesionego. Same z siebie jednak rzadko moc mają. Razem – niosą. Razem – napędzają.
Tłum lubi brawa.
Łatwiej dołączyć do braw niż nadać pierwszy takt. Jeden to wszyscy. Wszyscy jak jeden. Silni siłą emocji, którym tylko w to graj. Wiedzą politycy. Wiedzą mistrzowie od wizerunku. Wiedzą algorytmy. Klask, błysk, blask.
Klaka to płatne brawa, tak zwany poklask. Podaż i popyt na ten biznes oraz profesję klakiera odkryto w dziewiętnastowiecznej Francji i ma się dobrze do dziś. Klaszczę, bo za to otrzymuję. Co? To, co dla mnie jest ważne. To, czego poszukuję.
Ty i ja szukamy tego, co potwierdza naszą wartość. Tego, co daje nam bliskość, przynależność, szacunek. Tego, co wzmacnia świadomość bycia częścią. Tego, co da ochronę przed niewidzialnością i zimnem bycia poza. Tego, co da uścisk, uśmiech, uznanie.
Transakcja dokonana. Przez warunkowanie.
Potrzeba szacunku i uznania to pokarm, którego wszyscy jesteśmy głodni.
Potrzeba szacunku i uznania to pokarm, którego wszyscy jesteśmy godni.
W tęsknocie i głodzie poklask tłumu biorę za prawdziwy pokarm. Klaszczę z tłumem w nadziei, że choć okruch otrzymam w zamian. Jak narkoman, co pierwszą działkę dostaje za darmo. A potem już musi mieć więcej, za cenę wszelką.
Wielką odwagę ma ten, kto klasnął, gdy nikt jeszcze nie klaszcze.
Ten, kto pierwszy, drugi i piąty zostawia serce pod tekstem.
Ten, kto mimo ciszy – w wierności drodze – idzie.
Ten, kto wie, że przyznać się przed tłumem do swojej wartości – z podniesioną głową – to miara miłości.
Widzę cię. Słyszysz?
To moje ręce. Przykładam jedną do drugiej, mocno uderzam, byś wiedział, że jestem blisko.
Że to, co robisz – to dobro – ma moje uznanie.
To wszystko.
Idźmy.
Anna Malec
