Wiesz, o co chodzi z zazdrością?
Zazdrość to uczucie. Pojawia się wtedy, gdy nagle zdajesz sobie sprawę z braku. A zdajesz sobie z niego sprawę właśnie wtedy, kiedy widzisz u Drugiego to, czego sam potrzebujesz. On ma, a Ty nie. Proste.
Nieprosto jednak tę zazdrość w sobie oporządzić. Przed samym sobą się przyznać – to moja. Dzień dobry. Tak, to ja czuję zazdrość, bo samochód nowy kupiłeś. Bo jej dziecko już umie pa pa na do widzenia, choć dwa miesiące młodsze. Bo on ma dziewczynę. Bo ona może zadzwonić do swojej mamy o każdej porze. Bo on ma pieniądze, które dają wolność. Bo ona ma wolność taką w sobie, jakby nic nie musiała. Bo on jest wyższy. Bo ona może włożyć każde ubranie. Bo on ma odwagę. Bo ona umie w radość. Bo on wygrał na loterii. Bo jej mąż jest wierny. Bo jego żona ma bogatych rodziców. Bo ona ma talent. Bo on jest bliżej.
Nie masz wpływu na to, czy i kiedy się w Tobie pojawi. To uczucie, więc wyłazi kiedy chce, w miejscach niespodziewanych. Nie zapanujesz nad czuciem. Ba! Jeśli się nie pojawia wcale, to jeszcze gorzej. Całkowity brak doświadczania zazdrości też bywa sygnałem choroby emocji, podobnie jak jej przerost. Wiesz?
Piszą, że wynika z niskiego poczucia własnej wartości. Coś w tym jest, jednak nie uogólniaj i nie demonizuj. Wartość każdy ma własną i taką samą, chociaż z jej czuciem to już faktycznie inna sprawa. Czasem potrzeba długiej rehabilitacji, by je przywrócić. Jeśli Twoje poczucie wartości jest sparaliżowane – braków w sobie widzisz więcej, a drugiego – proporcjonalnie – idealizujesz. Stąd więcej gejzerującej zazdrości, która zalewa powodzią każdą pustkę. Tak być może.
Najczęściej wystarczy zazdrość ogarnąć korą mózgową. Przyjąć informację, którą niesie. Nazwać (najczęściej wystarczy w sobie). Otulić. I wypuścić. Tyle. Bo – jak z każdym uczuciem – porozmawiać potrzeba, w dom serca przyjąć, poczęstować miłością i zaufaniem. Nic więcej. Jak przyjaciela, który w drzwi puka i mówi o swoim kłopocie.
Gorzej, jeśli nie przyjmiesz. Jeśli powiesz:
ja nigdy nikomu nic nie zazdroszczę. Zazdrość jest dla ludzi płytkich i z marginesu społecznego. Ja jestem ponad to. Jestem ponad bycie człowiekiem.
I – ciach! – zazdrość zaprzeczeniem przykryta, jak haftowaną serwetką stół oblepiony zjełczałym tłuszczem. Jak smród kadzidłem rozpraszany na chwilę.
Wiedz, że uczucia mają to do siebie, że same z siebie nigdy nie umierają. Zazdrość w porę niewyrażona, nieprzyjęta, nieotulona i nienazwana – w Twojej nieświadomości – przekształca się w zawiść. W siłę niszczącą. W pragnienie odebrania. W czyn unicestwienia, w którym moc płynie z cudzego cierpienia.
Idźmy.
Anna Malec
