Kochani,
może zamiast lamentu i złości
spojrzymy oczami porządku miłości?
Po drugie.
Myślę, że uprawnionym jest pytanie o to, czy śmierć Łukasza Litewki jest wypadkiem. Myślę, że uprawniona jest hipoteza, że tym właśnie jest.
Myśl. Nie sąd. Nie emocja. Nie wiedza.
Namysł.
Po pierwsze – to proste. Bądź jak Litewka. Pisz o dobrym. Reaguj na zło. Bądź odważny. Wspieraj zacne inicjatywy, poruszaj znajomych, wstań z kanapy i w drogę. Co sił, co dzień. Ile mogę.
Tylko w takim działaniu mnożyć można dzieło, które się z jego życia wzięło. Robił to – zdaje się – z potrzeby serca, z mocy funkcji i szczerze.
Ja też chcę tak robić. Mam moc. Sprawczość. Wierzę.
Po trzecie:
Nad sobą płaczemy. Blisko mi do tego lamentu i lęku. Jedzie człowiek rowerem. Z jakiegoś stąd do jakiegoś dokąd. Plany ma. Co sił pedałuje, by zdążyć. Swoją drogą jedzie, zgodnie z przepisami. Silny. Zdrowy. Czy na śmierć gotowy?
My nie.
Bo to śmierć nie po kolei. Taka nie w porządku.
Taka, która nie powinna się zdarzyć, a wciąż się gdzieś czai.
Nie wiedzieć czemu? To nie jest prawda.
Wiemy wszyscy jak jeden mąż.
Życie jest trudne.
Wciąż.
Idźmy.
Anna Malec
