Bliźniego swego jak siebie samego – mówi przykazanie miłości, zapisane w Prawie dla ludu o twardym karku. Mojżesz przyniósł, Jezus wypełnił, Ty i ja uczymy się w nim stawać – niezdarnie, na jak cię mogę, co dzień.
Trudna mowa. A jednak nie ma w niej niczego, co poszukującemu kością w gardle stanąć by mogło. Humanistyczna i uniwersalna prawda o tym, żeśmy wszyscy w godności równi.
Jak to się zatem stało, że przez wieki pokracznie idzie razem z nami to przekonanie, że trzeba więcej kochać drugiego niż siebie? Święci w niebie! Zrozum – nie da się.
To jakby próbować zmienić poziom morza, dolewając do niego wodę wiadrem. Możesz się napracować. Fale na chwilę mogą się wzburzyć – poziom i tak pozostanie ten sam.
Przyjmij: miara jest jedna.
I nie zmienia się zależnie od tego, kogo kochasz.
Zaniepokojonym rodzicom czasem mówię w gabinecie, że dzieci są przez nich kochane wszystkie tak samo, tylko na różne kolory. Piotrka na zielono, Zuzę na niebiesko, a Dzidziusia, co w brzuchu dopiero – na żółto.
Bo jeśli kochasz – to miarą jedną każdego na świecie.
Mnie do tego przekonuje czas. Dwadzieścia cztery godziny równo, dla każdego z nas. Ani na jotę mniej, ani więcej. Co dzień tyle samo ziaren piasku w klepsydrze. Wszystko może być różne, a ten mianownik wspólny.
24 godziny do wypełnienia.
Aż do czasu
przemiany ciała w proch.
Także po równo. Nie dając przewagi nikomu.
Nie przewidzisz pory.
Liczę poranki na szanse. Na ufam wieczory.
Wiesz, że w Trynitarskiej Wieży w Lublinie mieszkali przez pewien czas Trynitarze? To taki zakon żebraczy, który za charyzmat miał wykup jeńców. Kuriozum. Paradoks. Absurd!
Bo jak wykupić drugiego, jeśli samemu nie ma się nic?
Jak to w logice zmieścić, że:
Możesz dawać więcej niż masz, pod warunkiem, że masz tyle samo.
Mocniej. Goręcej. Bardziej świadomie. Bliżej.
Coraz bardziej doskonale, choć nigdy do końca.
Wciąż i wciąż. Wytrwale.
Niewolnik to ten, który stracił to, co miał. Albo któremu to, co miał, odebrano.
Wolność. Sprawczość. Godność. Zaufanie.
To, co wspólne, co razem, co już było na pamięć tak znane.
Żebrak to ten, który sam sobie nie wystarcza.
Taki Ty i taka ja.
Bo prosić i brać – to w pełni być.
Bo bliźniego swego, jak i siebie samego, możesz wykupić ze zniewolenia
tylko w relacji, która w porządku miłości miarę przywraca
nie gubiąc swego w imię tak zwanej miłości bliźniego.
Idźmy.
Anna Malec
